Twarz. Oblicze. Człowiek.

Kontynuując wątki filozoficzne w bliskości Świąt – okresie naturalnej duchowej refleksji – postanowiliśmy napisać wspólny artykuł z Mariuszem Ryszkowskim, absolwentem filozofii, z którym chodziliśmy razem do szkoły podstawowej. Pomimo wielu lat bez kontaktu, naszą znajomość otwieramy na nowo poniższym tekstem. Ja, pisząc o paradoksach twarzy, wiele zaczerpnąłem z wykładu abp Marka Jędraszewskiego, który naprowadził mnie ponownie na Gwiazdę Zbawienia – dzieło życia Franza Rosenzweiga, którego tłumaczenie prof. Tadeusza Gadacza wydałem kilka lat temu i udostępniłem zainteresowanym w iTON Society. Mariusz wyszedł od Immanuela Kanta.

Twarz to ta część ludzkiego ciała, która jest ciągle odsłonięta, jakby powiedział Emmanuel Levinas – jest naga.

twarz

Paradoksalność twarzy objawia się w fakcie, że nikt z nas nigdy nie widział i nie zobaczy swojej twarzy. Możemy co najwyżej zobaczyć swoje odbicie w lustrze i na fotograficznym zdjęciu. Widzi się natomiast twarz drugiego człowieka. Widzenie poprzez spojrzenie jest najbardziej podstawową drogą jej poznania, wspomaganą co prawda przez dotyk lub słuch, ale przecież nie są one w stanie widzenia zastąpić.

Twarz każdego człowieka jest inna. Jest śladem osobności człowieka, jego statusu jako osoby. W całych dziejach ludzkości, od samych jej początków do jej końca, nie było i nie będzie takiej samej twarzy, jaką posiada konkretny człowiek. W konsekwencji jaką i ja sam posiadam.

To, że twarz człowieka nie mówi nam wszystkiego o człowieku, nie wynika tylko z niejasności jej rysów. W twarzy człowieka mieści się bowiem pewna tajemnica, od której zaczyna się myślenie o osobie.

W filozofii współczesnej znajdują się trzy drogi myślenia począwszy od twarzy. Zostały one wytyczone przez Franza Rosenzweiga, Emmanuela Levinasa oraz Ks. Józefa Tischnera. Rosenzweig odniósł swoje myślenie o twarzy człowieka do najdalszych i ostatecznych horyzontów – do samego Boga. Levinas, uzupełniając wizję twarzy, cofnął się w stronę etyczności, w jakiejś mierze wypełniając pustą przestrzeń wyznaczoną przez Rosenzweiga, natomiast Tischner wybiegł dalej przekraczając Rosenzweigowe myślenie inspirowane tradycją żydowską, własnym myśleniem inspirowanym przez chrześcijaństwo.

Rosenzweig w swym głównym dziele filozoficznym „Gwieździe Zbawienia” przedstawił rozważania na temat twarzy z perspektywy relacji pomiędzy Bogiem, Człowiekiem i Światem, oparte na Gwieździe:

Oblicze Boga będące Gwiazdą znajduje swe oblicze w twarzy człowieka – stwierdzi filozof.

Levinas w swoich pracach, zwłaszcza „Całość i nieskończoność” usiłował wypełnić rozważanie na temat twarzy, refleksją na temat etyczności znajdującej swój fundament w twarzy drugiego człowieka. W punkcie wyjścia swej filozofii Levinas świadomie wykraczał poza płaszczyznę myślenia wyznaczoną przez percepcję. Wtedy bowiem jawiła by się ona w horyzoncie, czyli w kontekście innych twarzy. Tymczasem u Levinasa twarz jest znaczeniem i to znaczeniem bez kontekstu.

Drugi w prawości swojej twarzy nie jest postacią daną w kontekście – stwierdzi Levinas. Zwykle jest pewną osobistością, jest profesorem Sorbony, zastępcą przewodniczącego rady Państwa, synem Pana X, tym wszystkim co jest w paszporcie, sposobem ubierania się, prezencją. Twarz człowieka posiada sens ze względu na nią samą.

Wbrew temu co twierdził Levinas, Tischer uważał, że wyłanianie się twarzy ma wyraźny kontekst. Jest nim horyzont wyznaczony przez dobro. Twarz człowieka znajduje się u źródeł wszelkich dramatów. Jednocześnie zaś nie będąc ani zasłoną wstydu, która skrywa twarz, ani też maską, która kłamie, twarz człowieka zawiera w sobie jakiś odblask idealnego piękna, idealnego dobra, idealnej prawdy. Z tego powodu twarz człowieka może być powodem zachwytu, ale też wyraża się w niej i poprzez nią cała człowiecza kruchość i słabość. Stąd, jak pisze Tischner, twarz jest osadzona na krzyżu istnienia.

Twarz jest czynną odpowiedzią na krzyż – twierdził Tischner

Kim zatem jest człowiek?

Wystarczy cofnąć się do klasyki filozofii, aby głębiej zrozumieć fakt ludzki.

Człowiek jako byt najdoskonalszy w otaczającej nas rzeczywistości, na przestrzeni wieków był przedmiotem wielu analiz filozoficznych. Pojmowano go w różnoraki sposób, często niestety degradując osobę ludzką do tworu materii, podobnie jak to ma się współcześnie.

Jednakże, jak zaznacza Karol Wojtyła, cała postawa poznawcza człowieka skierowana jest na świat osób, zwierząt i rzeczy. Takie stanowisko teoriopoznawcze Ojciec Święty objawia nam w słowach:

„Liczymy się z bogatym zasięgiem możliwości poznawczych rozumu ludzkiego. Określamy ten zasięg stwierdzając, że przedmiotem właściwym jego poznania jest wszelki byt, tzn. wszystko, co w jakikolwiek sposób istnieje lub istnieć może.” (K. Wojtyła, Rozważania o istocie człowieka, Wyd. WAM, Kraków 2003, s. 16)

Człowiek zatem dokonuje afirmacji rzeczywistości, odkrywając świat w całej swej różnorodności i dynamicznej czasowości. Istotą samorealizacji człowieka jest zatem poznanie czysto intelektualne prawdy i prawa wola (pożądanie prawdziwego dobra), syntezą zaś jest kontemplacja piękna. Wszystko bowiem, co istnieje może być poznane i pożądane.
W konsekwencji człowiek odkrywa powszechne właściwości bytu: prawdę, dobro, piękno, jako wartości transcendentalne. Efektem zorientowania na transcendentalia jest rodząca się w wielkich trudach mądrość duszy. Istotę tak rozumianej mądrości w prostych słowach wyjaśnia nam św. Augustyn:

,,Jeżeli teraz zapytacie, czym jest mądrość, to nasze rozumowanie dało wam już odpowiedź o tyle jasną i dokładną, o ile było to obecnie możliwe. Mądrość jest przeto właściwą miarą duszy – jej równowagą. Obdarzona nią dusza nie przekracza stosownych granic, ale też nie zamyka się w ciasnocie, która pełni objąć nie może. Otóż granice te przekracza dusza wtedy, gdy oddaje się rozkoszy, ambicji, pysze i innym tego rodzaju uczuciom i występkom, w których nieszczęśni, nie umiejący się opanować ludzie widzą źródło radości i potęgi. Zacieśnia zaś duszę niski strach, smutek, chciwość i wiele innych uczuć – wszystko to co unieszczęśliwia ludzi, jak to sami nieszczęśliwi wyznają.[…] Właściwą sobie miarę, to jest mądrość, posiada więc każdy człowiek szczęśliwy.” (Augustyn z Hppony, O życiu szczęśliwym, Wyd. WAM, Kraków 2006, s. 67 – 68.).

Znamienny jest także przykład podany przez Porfiriusza z Tyru, który niejako wyjaśnia nam mechanizm funkcjonowania większości ludzi.

„Przyjrzyj się bransoletom ze złota. Są z ciężkiego metalu, ale ich piękno przekonuje kobiety, które w szaleństwie nie zauważają ich ciężaru, iż są to ozdoby nabywane w celu noszenia. Lecz inne bransolety, te uczynione z żelaza, przypominają o winach i kiedy ranią, stanowią pokutę za przestępstwo, jak i powodują chęć uwolnienia się od nich. Natomiast złoto swoim urokiem sprawia, że nie tak łatwo zdejmuje się owe ozdoby, a jeśli już ktoś się ich pozbywa, to często czyni to z ogromną żałością. Oto dlaczego mędrcy uznali, że trud bardziej sprzyja cnocie niż przyjemności. Według nich, tak dla mężczyzny jak i kobiety, lepszym jest cierpienie niż pozwolenie, aby dusza nabrzmiała i osłabła od przyjemności. Wszelki wysiłek osiągnięcia dobra musi być poprzedzony mozołem, a musi się natrudzić ten, kto pragnie cnoty. Wiesz przecież, jak Herakles, Dioskurowie, Asklepios i wszystkie inne dzieci bogów przez wysiłek i wytrwałość dopełnili błogosławionej podróży do krainy bogów. Nie ci bowiem wstępują ku bogom, którzy pławią się w przyjemności, lecz ci, którzy nauczyli się z godnością znosić największe nieszczęścia.” (Porfiriusz z Tyru, List do Marcelli, Wyd. WAM, Kraków 2006, s. 34 – 35).

Ukierunkowanie się i dążenie ku mądrości wymaga wielkiego wysiłku i jest wyboistą drogą, nie każdemu zatem jest dane zasmakować jej słodyczy. Zdobycze współczesnego świata niestety nie sprzyjają w jej osiągnięciu.

Autorzy: Krzysztof Dresler oraz Mariusz Ryszkowski

Share on Google+0Share on Facebook8Share on LinkedIn0Tweet about this on Twitter

1 thought on “Twarz. Oblicze. Człowiek.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *