Po pielgrzymce – gościnna wypowiedź Pawła Poncyliusza na blogu ICRA

Paweł Poncyliusz „PO PIELGRZYMCE” – gościnna wypowiedź autora na naszym ICRA o motywacji uczestniczenia w pielgrzymkach na Jasną Górę

Właśnie wróciłem z pielgrzymki na Jasną Górę (306 WPP) i mam dla wszystkich garść zachęt dlaczego warto poświecić 9 dni na przejście pieszo ponad 270 km w zmieniającej się pogodzie (od upału ok 39 st. przez deszcz, burze do temperatur w nocy ok 7 st.). Swoje przemyślenia opieram na postawie 13 lat doświadczeń (choć dopiero 10 raz zawędrowałem przed obraz N.M.P.). Wcześniej jeździłem na obozy harcerskie, a potem były lata małych dzieci i brak szczególnego impulsu, żeby wybrać się na „rekolekcje w drodze”. 

Pierwszym argumentem jest oczywiście przeżycie religijne albo dla wątpiących odnalezienie swojej drogi na „ziemskim padole”. Powiem szczerze – nie mam szans na oddanie się tak wiele modlitwie jak w trakcie pielgrzymki. Codzienny pacierz (rano i wieczorem), godzinki, Różaniec, Droga Krzyżowa, Litania do Miłosierdzia Bożego, to lista trudna do zrealizowania w codziennych obowiązkach. Przy tej okazji nie sposób nie objąć pamięcią tego co nas trapi, co smuci, co daje radość, i często bez Siły Wyższej jest trudne do zrozumienia, przyjęcia i zaakceptowania. W trakcie modlitw przywołujemy intencje za nasze rodziny, znajomych, a nawet tych, którzy wyrządzili nam krzywdę i ból. Codzienna Msza Św. w gronie kilku tysięcy pielgrzymów na łonie natury także daje moc, a mnie ściska w gardle kiedy słyszę piękny śpiew pieśni religijnych przy akompaniamencie gitar, bębnów i innych instrumentów (został mi harcerski sentyment do śpiewów przy ognisku).

Istotnym elementem pielgrzymki są codzienne konferencje, które pogłębiają naszą wiarę, albo pokazują na co w życiu zwrócić uwagę; co może osiągnąć człowiek, a co jest już poza jego kontrolą. Dla mnie osobiście te nauki dają wskazówkę gdzie błądzę w swoim życiu, gdzie jest ślepa uliczka w którą skręciłem i nie ma z niej innego wyjścia jak tylko się z niej wycofać i przyznać do błędu (po to jest m. in. Sakrament Pokuty i Spowiedź Św.).

Kolejnym pozytywem jest poznawanie ludzi – różnych ludzi, również tych, którzy pochodzą z innego świata niż my. Myślę nie tylko o innych pielgrzymach, ale również gospodarzach, którzy goszczą nas na odpoczynkach i noclegach. Problemy, o których słyszę w trakcie rozmów czy modlitw, mnie samego skłaniają do smutku i współczucia dla nich; pociechy, że w moim życiu nie jest tak źle; przekonania, że bez Pana Boga człowiek niewiele może zdziałać i nadziei, że z Nim wszystko jest możliwe. To uczy pokory, a jednocześnie ujawnia rzeczywistość, którą trudno uchwycić poprzez fb, gazety czy internet siedząc w warszawskiej kawiarni. Dziś trudno mi coś na to poradzić, ale warto zobaczyć fotografię naszego społeczeństwa przez pryzmat np. sadownika spod Grójca, hodowcy bydła z łódzkiego, pracownika ochrony za stawkę okolicach płacy minimalnej spod Opoczna. 

Rozmowy z pielgrzymkowymi znajomymi (Bracia i Siostry) pokazują wiele typów religijności – różnych od mojej, ale często ją wzbogacających. Mnie imponuje postawa starszych pań (75+), które bez względu na okoliczności, dziarsko maszerują w narzuconym tempie nie opuszczając żadnego odcinka drogi, żadnej modlitwy, często walcząc z niezbyt wygodnym obuwiem (bandaże na stopach) czy innymi kontuzjami. Są też ci, którzy ruszyli pierwszy raz i po jednym, dwóch dniach są na granicy ludzkiej wytrzymałości, bo okazało się, że ich przygotowanie do drogi nie zdało egzaminu w praktyce. Oni walczą ze zmęczeniem, obtarciami, często nadwagą, ale na ostatniej prostej w Al. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie idą bardziej wyprostowani pozbawieni bólu, szczęśliwi i zdumieniu jak im się udało tu dojść.

Pielgrzymka ma także walor krajoznawczy, bo idąc szosami i bezdrożami oglądamy kawał naszego kraju. Na przestrzeni lat widać jak bardzo zmienia się Polska wieś, jak ładnieją domy i ogrody. Może trasa nie obejmuje największych narodowych zabytków ale znajdzie się parę perełek (przede wszystkim kościoły i klasztory, których nie odwiedzimy w trakcie normalnej krajoznawczej podróży. Dla miłośników kontemplacji pejzaży znajdzie się wiele scen, które ukoją skołataną duszę i pozostawią na długo w pamięci doznania estetyczne. Kolejnym doznaniem estetycznym jest śpiew wśród pielgrzymów. Zawsze moją radość wzbudza czysta barwa głosów dziewczyn i chłopaków, którzy przy akompaniamencie gitar wyśpiewują takie cuda jakich nie zaznam podczas coniedzielnej mszy świętej w Warszawie (choć wiem, że takie parafie istnieją).

Na koniec coś dla ciała. Taki wysiłek fizyczny (ok. 30 km dziennego marszu) pozwala w ciągu kilku dni zgubić ładnych parę kilogramów. Jeśli do tego dodamy racjonalne żywienie albo zastępowanie części z niego piciem dużej ilości wody – to przesunięcie się o kilka dziurek w pasku nie jest trudne do zrealizowania. Oczywiście traktowanie pielgrzymki jak turnusu odchudzającego byłoby krzywdzące ale jeśli ktoś chce mieć więcej argumentów. Jeśli pogoda dopisze (a słońca jest zazwyczaj aż nadto) to wrócimy z Częstochowy opaleni, jakbyśmy spędzili dwa tygodnie w nadmorskim kurorcie. Trzeba jednak brać po uwagę, że będzie to opalenizna pod krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawem, bo nikt nie pozwoli nam na bardziej skąpy ubiór nawet w największy upał – tak stanowi kodeks pielgrzyma.

Zawsze przed wyruszeniem na pątniczy szlak pojawiają się wątpliwości bądź argumentów aby zostać w ciepłym łóżeczku i warto je kolejno rozwiać lub obalić.

Pierwsza wątpliwość to kwestia dystansu dziennego ok. 30 km. Często zadajemy sobie pytanie czy ja dam radę tak dużo chodzić ? Ja zawsze odpowiadam na to, że jeśli naprawdę ktoś opadnie z sił to zawsze znajdzie się samochód towarzyszący, który dowiezie do kolejnego postoju. Potem może się okazać, że siły wróciły i dalej idziemy bez podjeżdżania, choć znam i takich którzy większość odcinków pokonują samochodami i nadal czerpią radość, że są częścią pielgrzymki. Postoje są organizowane co 5-8 km marszu i jest wtedy około godziny, aby zregenerować siły, zaopatrzyć sie w żywność i picie. Tempo marszu nie jest zawrotne, więc nadąża kilkuletnie dziecko (byłem z synami w wielu 8 i 9 lat) oraz osoba w wieku 80 lat.

A poza tym co jeśli idę za wolno albo nie mogę już iść. Przeszkodą w drodze są kontuzje (bąble na nogach – dobre, wysłużone buty; obtarcia i zatarcia – kremy, talk itp.) ale o nich nie będziemy nic wiedzieć dokąd ich nie doznamy (oby nie!)

Druga kwestia to warunki sanitarne w czasie drogi i podczas noclegów. Czy będzie się gdzie umyć? Gdzie będę spał i czy nie będę niewyspany i przez to niezdolny do całodniowego marszu. Spanie może odbywać się w namiocie – jeśli sam sobie go zabierzesz, nawet z opcją, że kierowca wiozący twój bagaż rozstawi go za Ciebie a rano złoży i przewiezie na kolejny nocleg. Można tez spać w stodole, jeśli nie jest się uczulonym na kurz itp. Jeśli ktoś dołączy do grupki pielgrzymów o wieloletnim doświadczeniu (tak jak ja) to można spać na podłodze w domach gospodarzy, którzy nas przyjmą. Gorzej jest z umyciem się po całym dniu wędrówki ale na to rada jedna – własna miska w bagażu i trochę ciepłej wody na wieczór. na każdym odpoczynku są przewoźne toalety, a droga często przebiega przez lasy i pola porośnięte wieloma krzakami…. Deficyt snu szybko zmusza do zmiany trybu spania. Jak się położysz spać o 21.00 to pobudka nawet o 4.00 to nadal 7 godzin snu. Taki tryb sam się nam włącza po 1-2 dniach. Jeśli to nie wystarcza zawsze można w trakcie odpoczynku uciąć sobie 30 minutową drzemkę pod drzewem.

Kolejny problem to czy będę miał co jeść. Jedzenie jest dostępne na straganach, które podążają za pielgrzymką. Na postojach, a także w trakcie drogi gospodarze częstują jedzeniem albo pobierają za nie drobne opłaty. Nie ma rownież problemu z kupnem wody w butelkach, ale ci, którzy mają twardsze żołądki mogą wybrać wersję bezkosztową – wodę z kranu/studni od gospodarzy. Są tacy pielgrzymi, którzy idą poszcząc (o chlebie i wodzie). Ja nie pościłem, ale moje menu to była owsianka z rana, rybki z puszki w ciągu dnia oraz kanapka z serem i pomidorem lub ciepły bezmięsny posiłek na wieczór.

Kolejnym aspektem jest pogoda. Czy wytrzymam marsz na ostrym słońcu? Co będzie jak w czasie drogi będzie padał deszcz? Na to jest kilka zasadniczych reguł. Po pierwsze musisz mieć nakrycie głowy – najlepiej przez całą drogę. Po drugie przy słonecznej pogodzie trzeba pić i to najlepiej (i najzdrowiej) wodę. Po trzecie w bagażu podręcznym warto mieć płaszcz przeciwdeszczowy, bo marsz odbywa się bez względu na pogodę!

Na wszelkie inne wątpliwości typu czy dam radę warto założyć działanie Ducha Świętego, który powinien nam na bieżąco podpowiedzieć rozwiązanie pielgrzymich problemów – wszak łączymy się z nim w drodze nieustannie.

Piszę to wszystko z perspektywy metropolitalnej Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej (WPP) i rozwiązania organizacyjne stosowane w innych pielgrzymkach mogą nieco się różnić. Warto zapytać organizatorów o szczegóły. Każda pielgrzymka będzie wielkim doznaniem niezależnie czy jest to pierwszy czy pięćdziesiąty raz. Ważne aby wzbudzić w sobie potrzebę, zarezerwować parę dni urlopu i dać się ponieść Woli Bożej.

Pozdrawiam i do zobaczenia w przyszłym roku na Jasnej Górze!!! 

Autor: Paweł Poncyliusz, mąż, ojciec, pielgrzym 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *