Firmy rodzinne a pułapka skalowalności

Nie wiem czy wiecie, że uwzględniając osoby samozatrudnione, w Polsce ponad 85% firm to firmy rodzinne, czyli nie za duże, prowadzone przez rodziny przedsięwzięcia. Warto się zastanowić co decyduje o sukcesie i sile firm rodzinnych i czy zakładając firmę/start up każdy na pewno powinien szukać genialnego pomysłu typu Facebook czy Uber?

UBER_plus inni

Po pierwsze i chyba najważniejsze – wszak firmy rodzinne to ludzie – o sukcesie firm rodzinnych decyduje zaangażowanie kadry w rozwój firmy. Jak je budować? Nie tak trudno, otóż jeśli właściciel ciężko pracuje na co dzień i sam jest w pełni zaangażowany, naturalnie motywuje zachowaniem swoją kadrę. Odwzajemniona zgodnie z regułą wzajemności aktywność zespołu wspiera z powodzeniem rozwój firmy. Intuicyjnie oczywiste.

Po drugie. Wielu właścicieli jest dość mocno przekonanych o zbawiennym wpływie ich firm na stabilizowanie cyklów gospodarczych. Pozyskany z mlekiem matki nawyk ochrony własnych źródeł przychodów, powoduje, że firmy rodzinne unikają gwałtownych zawirowań przy zmianie koniunktury. Ostrożniejsze podejście do zarabiania znajduje także potwierdzenie w badaniach oczekiwań odnośnie przyszłości. Mimo, że jesteśmy optymistyczni i przewidujemy wzrosty dochodów firm rodzinnych, to nie ma w nas zachłanności i agresywnego stawiania celów wzrostu dochodów.

Po trzecie. Na tle innych krajów wyróżnia nas ogromna odpowiedzialność firm rodzinnych za najbliższe otoczenie gospodarcze, tak w zakresie wsparcia społecznych inicjatyw, jak również troski o zatrudnienie. Widać więc, że wkomponowanie się firm w lokalne otoczenie gospodarcze służy tworzeniu trwałych relacji biznesowych, które tworzą z kolei solidny filar wzrostu gospodarczego. Ma to także pozytywne przełożenie na ochronę zatrudnienia. W firmach rodzinnych łatwiej poświecimy część swojego dochodu, aby unikać zwolnień wartościowych pracowników w trudniejszych czasach.

Po czwarte wreszcie, wychodzimy z produktami za granicę, trochę ostrożnie, ale jednak wychodzimy. Firmom rodzinnym rośnie sprzedaż na eksport, z tym że często tylko półproduktów lub komponentów do globalnych graczy. Dlaczego tak się dzieje?

Nassim Taleb w książce „Czarny Łabędź” (org. The black swan) zestawił skalowalność i globalizację wskazując, że proces globalizacji pozwolił Stanom Zjednoczonym wyspecjalizować się w twórczym aspekcie ludzkiej działalności, tzn. w dziedzinie produkcji pojęć i idei, a więc skalowalnych elementów towarów konsumpcyjnych. Projektowanie towarów globalnie znanych marek przynosi więcej pieniędzy niż faktyczna ich produkcja, która przenoszona jest do krajów trzeciego świata, gdzie jej koszt jest minimalny.

W przypadku firm skalowalnych, czyli takich którym udało się stworzyć globalny popyt na własne towary zwycięzca często bierze wszystko, podczas gdy w firmach nieskalowalnych zwycięzców jest wielu i otrzymują po małym kawałku tortu. Firmy skalowalne narażone są jednak na zjawisko Czarnego Łabędzia, czyli zjawisko niezwykle rzadkie, nieoczekiwane, zaskakujące ogromną siłą i gwałtownością, typu upadek Nokii czy Kodaka, nie do wyobrażenia 5 lat przed ich załamaniem.

W Polsce przyjęło się powiedzenie: myślał indyk o niedzieli… które jest doskonałą i prostą ilustracją Czarnego Łabędzia. Analiza codziennego nawyku karmienia, nie pozwala indykowi przewidzieć co się stanie w przeddzień Święta Dziękczynienia. W przypadku indyka ten dzień jest Czarnym Łabędziem…

Model działania firm rodzinnych w Polsce unika w dużym stopniu ryzyka skalowalności, które dotyka wielu managerów wyższego szczebla większych korporacji. Oni wciąż wierzą, że należy szukać zawodów i firm skalowalnych, tak aby biznes model, który rozwijają nie ograniczał się do jakiegoś oznaczonego rynku, czy jednorodnych usług, lecz pozwalał bez barier zaoferować produkty zagranicą. Oczy zwrócone w kierunku międzynarodowych potentatów mogłyby zaprowadzić firmy rodzinne w ślepą uliczkę, albowiem w firmach skalowalnych nie da się w praktyce prognozować na podstawie danych z przeszłości, a historia w takich firmach nie pełza tylko skacze.

Można więc powiedzieć, że sukces firm rodzinnych w Polsce, rozwijających się często w otoczeniu zawodów nieskalowalnych, wynika z umiejętności przewidywania rozwoju wydarzeń na podstawie tego co się widzi i propagowania zaobserwowanych reguł i zasad na to czego się nie widzi.
Można więc powiedzieć, że Uber, Allegro czy Booking.com są bardzo pociągającymi strategiami, z tym że ich realizacja narażona jest na nagłe zaskoczenie Czarnym Łabędziem, czego doświadczyła Nokia czy Kodak. Nasze firmy rodzinne, dzięki poskromionemu apetytowi wzrostu rozwijają się przewidywalnym otoczeniu, które w dużym stopniu tworzą i którego są istotą. Taki systematyczny rozwój pozwala uniknąć wielu pułapek błyskawicznego wzrostu, czyli budowania firm na gorących piaskach.

Autor: Krzysztof Dresler; Partner BAAK & Capitalia, Prezes Zarządu ICRA – profesjonalnego negocjatora, który pomaga małym firmom optymalizować warunki kredytowe: ICRA; 606 111 000

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *